A klasa * Potrzebny będzie głęboki reset. Lekcja walki od średniaka (kompletna relacja)

  • 8.10.2017, 21:15 (aktualizacja 10.10.2017 07:26)
  • Piotr Waydyk
A klasa * Potrzebny będzie głęboki reset. Lekcja walki od średniaka (kompletna relacja)
Widuchowa, niedziela 8 października 2017 roku godz. 15.00 Łabędź Widuchowa - Unia Swochowo 1:5 (0:3)

Bramki: 0:1 - 1' Paweł Wójcik, 0:2 - 45' Paweł Wójcik, 0:3 - 45'+2 Radosław Pluta, 1:3 - 47' Bartek Łapiński, 1:4 - 83' Krzysztof Mamuszka, 1:5 - 86' Robert Wilk

Skład Łabędzia: Patryk Fifer (29' Darwin Piasecki) - Arkadiusz Szmelcuch, Marek Łapiński, Mateusz Grzech, Rafał Stawicki - Andrzej Łęczewski, Łukasz Karapulka, Kamil Szturo - Krzysztof Aleszczyk (46' Konrad Dużalski), Michał Śliwka (80' Michał Zawadzki), Bartek Łapiński

Żółte kartki: 5' Krzysztof Mamuszka, 21' Marek Karbowski, 33' Kamil Szturo, 42' Radosław Pluta, 47' Mariusz Przepiórka (jako rezerwowy na ławce) - wszyscy Unia

        I takie mecze również zdarzają się. Faworyzowanym gospodarzom po prostu nic nie wychodziło, natomiast gościom wszystko. Do tego doszedł element przygotowania mentalnego, który okazał się decydujący. Piłkarze Łabędzia wyszli z nastawieniem, że spokojnie i bez wielkiego wysiłku wysoko pokonają kolejnego rywala z dołu tabeli ligowej, natomiast piłkarze Unii, którzy grają całkiem przyzwoicie w każdym meczu od początku sezonu, z nastawieniem, że "rakieta" w końcu odpali. No i odpaliła. Pomogło w tym szybkie objęcie prowadzenia już w pierwszej minucie. 

        Całą pierwszą połowę gospodarze narzucili swój rytm gry. Przyjezdni nastawili się tylko na rozbijanie ataków oraz wyprowadzanie szybkich kontr. Rozstrzygającym momentem meczu była końcówka pierwszej połowy, gdy Łabędź stracił aż dwa gole, które nazywamy w żargonie piłkarskim "bramkami do szatni". Na domiar złego w 29 minucie miejscowi stracili swojego bramkarza Patryka Fifera, który skręcił staw skokowy. Wynik 0:3 do przerwy wyraźnie zrobił wrażenie na piłkarzach obu drużyn, gdyż zdeterminował późniejsze wydarzenia na boisku.

         Gospodarzom jeszcze przywrócił nadzieję szybko strzelony gol po przerwie. I gdy wydawało się, że wszystko wraca do normy, to goście narzucili swój styl gry. Grali twardo i nieustępliwie. Z biegiem czasu wyprowadzali coraz więcej szybkich i groźnych kontrataków. Dwa z nich zakończyły się powodzeniem w samej końcówce meczu. Radość gości z końcowego sukcesu była wielka, ale też mieli usprawiedliwiony powód ku temu. Druga wpadka Łabędzia w tej rundzie stała się faktem. Niejako limit potknięć w walce o awans został wyczerpany. Swoją złość będzie można teraz wyładować na kolejnym przeciwniku - Piaście Piaseczno, z którym Łabędź zagra na wyjeździe w niedzielę.

          Przy okazji przypomniał mi się inny mecz, sprzed ćwierć wieku. O ile mnie pamięć nie zawodzi, była to runda wiosenna sezonu 1991/92. Grałem wtedy w Łabędziu jako tzw. kryjący obrońca. Pokonaliśmy na wyjeździe w Gryfinie rezerwy Energetyka w takim samym stosunku 5:1. Ten mecz rozgrywany był na głównej płycie jako jeden z ostatnich w sezonie i decydował o awansie do okręgówki dla rezerw. Łabędziowi wówczas gwarantował byt w A-klasie na kolejny sezon. W konsekwencji tego meczu awansował Sęp Brzesko, który równolegle rozprawił się z Ogniwem Babinek. Miłe to były wspomnienia - jak widać - na całe późniejsze życie. Łabędź odegrał wtedy rolę kopciuszka jak teraz Unia, a główne skrzypce w tym meczu grało czterech młodych Wosiów (Andrzej, Janek, Romek i Zbyszek). Mam nadzieję, że Sylwek Tylutki odszuka teraz dane z tego meczu w słynnych zeszytach swojego ojca ŚP Gienka. Tam musi być wzmianka o tym meczu. 

Piotr Waydyk
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe